Od kilkunastu dni Kraków żyje strefą czystego transportu. Emocje są ogromne. Protesty, kradzieże znaków, ostre komentarze kierowców i mieszkańców, którzy z dnia na dzień musieli zmierzyć się z nowymi zasadami wjazdu do miasta. Wrocław uważnie przygląda się temu, co dzieje się pod Wawelem. Jeszcze niedawno wydawało się bowiem, że identyczny scenariusz czeka także stolicę Dolnego Śląska. Dziś sytuacja znów jest otwarta, a najbliższe trzy miesiące mogą zdecydować o tym, czy od 1 stycznia 2027 roku we Wrocławiu zostanie wprowadzona strefa czystego transportu?

Przeczytaj również: Okrąglak przy placu Kościuszki. Mały budynek, wielka historia

Decyzja nie zależy od miasta

Choć granice strefy i szczegółowe zasady jej funkcjonowania ustalają władze lokalne, samo to, czy dana metropolia musi ją wprowadzić, nie leży już w ich gestii. O tym decyduje ustawa. Zgodnie z jej zapisami strefa czystego transportu jest obowiązkowa w każdym mieście powyżej 100 tysięcy mieszkańców, w którym przekroczona zostanie roczna norma stężenia dwutlenku azotu w powietrzu.

To zobowiązanie nie wzięło się znikąd. Polska zaakceptowała je podczas negocjacji z Unią Europejską, uzgadniając warunki korzystania ze środków z Krajowego Programu Odbudowy. Co roku, do końca kwietnia, Główny Inspektor Ochrony Środowiska publikuje oficjalny raport, w którym wskazuje miasta niespełniające norm. Te, które znajdą się na liście, muszą od stycznia kolejnego roku wprowadzić ograniczenia dla starszych pojazdów, całkowite lub odpłatne.

Wrocław był o krok od strefy

Jeszcze niedawno niemal nikt nie miał wątpliwości, że Wrocław znajdzie się wśród miast zobowiązanych do wprowadzenia strefy. Przez lata stolica Dolnego Śląska nie mieściła się w normach dotyczących dwutlenku azotu. W ratuszu trwały więc intensywne prace nad koncepcją ograniczeń. Powstał nawet wstępny zarys granic przyszłej strefy.

Plan zakładał objęcie nie tylko ścisłego centrum, ale także dużej części gęsto zamieszkanych osiedli. Na liście znalazły się m.in. Szczepin, Nadodrze, Kleczków, Ołbin, plac Grunwaldzki, Przedmieście Świdnickie i Przedmieście Oławskie. Łącznie byłoby to około 17,5 kilometra kwadratowego miasta. Granice miały przebiegać wzdłuż kluczowych arterii i naturalnych barier, takich jak Odra czy linie kolejowe. W praktyce oznaczałoby to realne ograniczenia dla tysięcy kierowców codziennie dojeżdżających do centrum.

Nagły zwrot akcji i plany w szufladzie

Przełom przyszedł w kwietniu 2025 roku. Po raz pierwszy od lat Wrocław zmieścił się w rocznych normach jakości powietrza. To wystarczyło, by miasto mogło wstrzymać prace nad wprowadzeniem strefy planowanej pierwotnie na styczeń 2026 roku. Dokumenty trafiły do szuflady, a temat na kilka miesięcy praktycznie zniknął z miejskiej agendy.

Dla wielu mieszkańców była to ulga. Dla innych sygnał, że walka o czystsze powietrze zaczyna przynosić efekty. Jednocześnie doświadczenia Krakowa pokazują, jak ogromne społeczne napięcia potrafi wywołać nagłe wprowadzenie takich ograniczeń.

Obawiasz się, że prostowanie zębów jest długie i niekomfortowe? Nowoczesne technologie i dyskretny aparat ortodontyczny Wrocław zmieniają to podejście! Umów się na konsultację. Nasz ortodonta Wrocław chętnie przedstawi Ci opcje idealnie dopasowane do Twoich potrzeb.

Optymizm na dziś, niepewność na jutro

Teraz wszystko wskazuje na to, że także 2027 rok może minąć we Wrocławiu bez strefy czystego transportu. Na oficjalne dane trzeba poczekać do końca kwietnia, ale wstępne, publicznie dostępne wyniki z kluczowych stacji pomiarowych przy Wybrzeżu Korzeniowskiego i Alei Wiśniowej są optymistyczne. Drugi rok z rzędu nie wykazują przekroczenia obowiązujących rocznych norm dwutlenku azotu.

To jednak nie oznacza, że temat znika na zawsze. Za cztery lata normy mają zostać zaostrzone i zmniejszone o połowę. Jeśli do tego czasu miasto nie poprawi jakości powietrza jeszcze bardziej, Wrocław znów może znaleźć się na liście miast zobowiązanych do wprowadzenia strefy. Dzisiejszy spokój może więc okazać się tylko oddechem przed kolejną, znacznie trudniejszą decyzją.