Pod ziemią Legnicy wciąż istnieją ślady historii, która miała chronić mieszkańców przed wojennym zagrożeniem. Poniemieckie schrony i szczeliny przeciwlotnicze, rozsiane m.in. w rejonie szkół i Parku Miejskiego, jeszcze do niedawna funkcjonowały w zbiorowej wyobraźni jako potencjalne miejsca schronienia. Najnowszy raport nie pozostawia jednak złudzeń. Te obiekty dziś nie są tarczą ochronną, lecz problemem, z którym miasto nie bardzo wie, co zrobić.
Oficjalna kontrola przeprowadzona w 2025 roku wykazała jednoznacznie, że żaden z poniemieckich schronów należących do samorządu nie spełnia obecnych norm bezpieczeństwa. Wnioski specjalistów są surowe i pozbawione marginesu interpretacji.
Przeczytaj również: Centrum Policji na miarę XXI wieku. Wrocław stanie się sercem policyjnego bezpieczeństwa regionu
Legnickie schrony. Zalane korytarze i iluzja gotowości
Podziemne przejścia, które w założeniu miały ratować życie, dziś wypełnia woda. Korytarze przy niektórych szkołach oraz te znajdujące się pod Parkiem Miejskim są regularnie zalewane. Po intensywniejszych opadach deszczu wejście do nich wymagałoby każdorazowo wypompowywania wody. To samo w sobie dyskwalifikuje je jako miejsca schronienia w sytuacji nagłego zagrożenia.
Jak podkreśla Grzegorz Koczubaj, rzecznik legnickiego magistratu, są to obiekty, które właściwie nie spełniają żadnych norm i nie nadają się do wykorzystania. Próba ich dostosowania do współczesnych wymagań dla schronów oznaczałaby konieczność poniesienia ogromnych kosztów. Miasto nie dysponuje środkami, które pozwoliłyby na taką inwestycję, a skala prac całkowicie nie przystaje do obecnych możliwości samorządu.
Jeden wyjątek, który nie należy do miasta
Raport wskazuje tylko jeden obiekt, który mógłby mieć realne znaczenie w obecnym systemie obronnym – poniemiecki schron w rejonie legnickiego dworca kolejowego. To tam zachowały się elementy infrastruktury technicznej, w tym urządzenia wentylacyjne. Problem polega jednak na tym, że zarówno sam schron, jak i przyległe podziemne pomieszczenia należą do firm kolejowych, a nie do miasta. Samorząd nie ma więc realnego wpływu na ich wykorzystanie.
Ta sytuacja dobitnie pokazuje, jak iluzoryczne jest przekonanie o istnieniu gotowej infrastruktury ochronnej w Legnicy. To, co formalnie istnieje, w praktyce pozostaje poza zasięgiem mieszkańców.
Chcesz zadbać o stan swojego uzębienia? Dzięki usługom dentysta Wrocław jest to możliwe! Sprawdź: implanty Wrocław
Schron pod targowiskiem, ale w innej skali
Równolegle miasto analizuje budowę nowego schronu pod targowiskiem przy ulicy Partyzantów. Tu również rzeczywistość brutalnie zderzyła się z planami. Legnicki samorząd zrezygnował z koncepcji obiektu dwupoziomowego. Koszt takiej inwestycji przekroczyłby 130 milionów złotych, a to kwota całkowicie poza zasięgiem miejskiego budżetu.
Jak tłumaczy Aleksander Fiedorek, prezes Zarządu Stowarzyszenia Instytut Budownictwa Ochronnego, budowa obiektów ochronnych to zupełnie inna liga inżynierii. Konstrukcje te projektuje się na obciążenia nadzwyczajne, z myślą o odporności na ekstremalne zagrożenia. Różnica między zwykłym budynkiem a schronem jest porównywalna do różnicy między samochodem a czołgiem.
Bezpieczna infrastruktura zamiast pustych obietnic
Miasto nie porzuca jednak idei budowy schronu pod placem targowym. Aktualny projekt zakłada powstanie jednopoziomowej podziemnej infrastruktury, która w czasie pokoju będzie pełnić funkcję parkingu. Natomiast w sytuacji zagrożenia umożliwi schronienie mieszkańcom. To kompromis pomiędzy realnymi potrzebami bezpieczeństwa a możliwościami finansowymi.
Raport o stanie legnickich schronów jest gorzkim przypomnieniem, że poczucie bezpieczeństwa nie może opierać się na mitach i powojennych reliktach. Stare, zalane korytarze nie ochronią nikogo. Jeśli miasto chce realnie myśleć o ochronie mieszkańców, musi zaczynać od trudnych decyzji, kosztownych wyborów i nowoczesnych rozwiązań – nawet jeśli oznacza to odejście od nostalgii za tym, co miało chronić, a dziś już nie potrafi.
