Są w miastach budynki, które nie tylko wypełniają przestrzeń, ale opowiadają historię całych pokoleń. We Wrocławiu jednym z takich obiektów jest Mrówkowiec przy ulicy Drukarskiej. Dla jednych symbol spełnionych marzeń o własnym M, dla innych betonowy kolos rodem z minionej epoki. Niezależnie od ocen, trudno przejść obok niego obojętnie.

Ten budynek był projektem skrojonym na miarę realiów PRL-u: miał być ogromny, tani i zdolny pomieścić tysiące ludzi. I dokładnie taki się stał.

Przeczytaj również: Rekord, który ratuje życie. Wrocław liderem transplantologii w Polsce

Miasto w jednym bloku

Mrówkowiec to architektoniczny gigant o długości 235 metrów, który w szczytowym okresie zamieszkiwało około 3 tysiące osób. Jedenaście pięter, 590 mieszkań i setki codziennych historii sprawiły, że budynek funkcjonował jak samodzielne miasteczko. Sąsiedzi znali się z widzenia, dzieci bawiły się na wspólnych podwórkach, a życie toczyło się w rytmie klatek schodowych i wind.

Dziś w Mrówkowcu mieszka od 2 do 2,5 tysiąca osób, ale skala tego miejsca wciąż robi ogromne wrażenie. Dla turystów to ciekawostka architektoniczna, dla mieszkańców Wrocławia – żywy relikt czasów, gdy masowe budownictwo miało rozwiązać kryzys mieszkaniowy kraju.

Najdłuższy i najtańszy w Polsce

Projekt Mrówkowca powstał w 1963 roku, a jego autorem był inżynier Leszek Zdek. Budowę rozpoczęto w 1965 roku, a już dwa lata później pierwsi lokatorzy wprowadzali się do mieszkań. W realiach PRL-u było to tempo imponujące.

Budynek zapisał się w historii nie tylko jako najdłuższy blok mieszkalny w Polsce, ale również jako jeden z najtańszych. Koszt metra kwadratowego wynosił zaledwie 1,4 tysiąca złotych, a cała inwestycja zamknęła się w kwocie około 63 milionów złotych. To pokazuje, jak bardzo liczyła się ekonomia i skala przedsięwzięcia, nawet kosztem komfortu czy estetyki.

Mieszkanie w Mrówkowcu było jednak marzeniem tysięcy rodzin. Własne cztery kąty, łazienka, centralne ogrzewanie – dla wielu był to awans cywilizacyjny i symbol stabilizacji.

Plaża na dachu w betonowej dżungli

Jednym z najbardziej zaskakujących faktów związanych z Mrówkowcem jest istnienie plaży na jego dachu. W czasach, gdy dostęp do rekreacji był ograniczony, na szczycie bloku wydzielono przestrzeń do opalania. Była to namiastka wakacyjnego luksusu, miejsce odpoczynku w samym środku miasta, wysoko ponad ulicznym zgiełkiem.

Ta niezwykła atrakcja funkcjonowała jednak krótko. W 1969 roku doszło do tragicznego wypadku – z siódmego piętra wypadła matka z dzieckiem. Choć zdarzenie nie było bezpośrednio związane z częścią dachu przeznaczoną do wypoczynku, zdecydowano o zamknięciu tej przestrzeni. Plaża na dachu przeszła do legendy, stając się jednym z najbardziej symbolicznych epizodów w historii budynku.

Budować szybko, tanio i masowo

Mrówkowiec jest doskonałym przykładem filozofii budowania w PRL-u. Liczyło się tempo realizacji i minimalizacja kosztów, a estetyka schodziła na dalszy plan. Projekty upraszczano do granic możliwości, stosowano powtarzalne rozwiązania i tanie materiały, tworząc architekturę podporządkowaną funkcji i masowości.

W efekcie powstawały budynki monotonne, surowe, pozbawione detali, ale zdolne zaspokoić palącą potrzebę mieszkań. Mrówkowiec nie miał zachwycać – miał działać. I działa do dziś, będąc jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Wrocławia.

Chcesz zadbać o stan swojego uzębienia? Dzięki usługom dentysta Wrocław jest to możliwe! Sprawdź: implanty Wrocław

Mrówkowiec. Ikona, która przetrwała epokę

Choć czasy PRL-u dawno minęły, Mrówkowiec nadal stoi i tętni życiem. Jest świadectwem ambicji, ograniczeń i marzeń tamtej epoki. Betonowy kolos, który miał rozwiązać problem mieszkaniowy, stał się dziś architektoniczną legendą i jednym z najbardziej charakterystycznych punktów na mapie miasta.

To budynek, który nie tylko zajmuje przestrzeń, ale wciąż opowiada historię o tym, jak wyglądało życie w czasach, gdy przyszłość miała być budowana szybko, tanio i dla wszystkich.