Miasto, które przez dekady rosło organicznie, dziś staje przed wizją administracyjnego trzęsienia ziemi. Wrocław większy od Warszawy, większy od Gdańska, niemal równy Londynowi? Pomysł brzmi jak urbanistyczna fantazja, ale został ubrany w konkretne liczby, argumenty prawne i oficjalną petycję skierowaną do rządu.

Przeczytaj również: Wyspa zieleni pośród bloków. Stabłowicka Wyspa Rodos zmieni codzienność mieszkańców

Granice, które zatrzymały się w XX wieku

Ostatni raz Wrocław powiększał się w 1973 roku. Wchłonął wtedy m.in. Rędzin, Lipa Piotrowską, Jerzmanowo czy Strachowice. Jeszcze wcześniej, w latach 1951 i 1970, granice miasta również były korygowane. Były to jednak zmiany punktowe, dostosowane do realiów powojennej Polski.

Tym razem skala jest zupełnie inna. Propozycja zakłada, że od 1 stycznia 2027 roku Wrocław wchłonie niemal cały powiat wrocławski oraz części powiatów trzebnickiego i średzkiego. Powierzchnia miasta wzrosłaby z niespełna 293 kilometrów kwadratowych do około 1570. To ponad pięciokrotny skok, który uczyniłby Wrocław największym miastem w Polsce pod względem terytorium.

Wrocław większy od Warszawy, niemal jak Londyn

Po realizacji projektu Wrocław byłby ponad trzy razy większy powierzchniowo od Warszawy i ponad dwa razy większy od Gdańska. Jego obszar niemal zrównałby się z powierzchnią Londynu. Jednocześnie liczba mieszkańców wzrosłaby do około 900 tysięcy, co dałoby miastu drugie miejsce w kraju, tuż za stolicą.

Do Wrocławia miałyby zostać przyłączone m.in. Miękinia, Oborniki Śląskie, Wisznia Mała, Długołęka, Czernica, Siechnice, Żórawina, Kobierzyce i Kąty Wrocławskie. W praktyce oznaczałoby to likwidację powiatu wrocławskiego. Sobótka i Mietków trafiłyby do powiatu świdnickiego, a Jordanów Śląski do strzelińskiego.

Autor projektu: prawo, pieniądze i rzeczywistość

Autorem koncepcji jest Grzegorz Prigan, prawnik i były kandydat na prezydenta Wrocławia. Już jesienią wysłał on oficjalną petycję do premiera Donalda Tuska, bo to właśnie Rada Ministrów decyduje o zmianach granic gmin. Choć ministerstwo spraw wewnętrznych odpisało, że nie ma takich planów, Prigan nie zamierza się wycofać i zapowiada ponowne złożenie dokumentów, tym razem w trybie umożliwiającym drogę sądową.

Jego argumentacja opiera się na jednym kluczowym założeniu: obecne granice Wrocławia nie odpowiadają realiom XXI wieku. Miasto od lat pełni funkcję regionalnego centrum gospodarki, nauki i logistyki. Codziennie korzystają z niego dziesiątki tysięcy mieszkańców gmin ościennych, dojeżdżając do pracy, szkół, uczelni, szpitali i urzędów. Wrocław utrzymuje infrastrukturę, ale podatki tych osób trafiają do innych samorządów.

Zdaniem Prigana to systemowo niesprawiedliwe i nieefektywne. Miasto ponosi koszty wspólnej przestrzeni metropolitalnej, nie mając realnych narzędzi do jej planowania. Granice wyznaczano w czasach, gdy nie istniały autostrada A4, drogi ekspresowe S5 i S8 ani kolej aglomeracyjna. Dziś Wrocław i okoliczne gminy tworzą jeden organizm – komunikacyjny, mieszkaniowy i gospodarczy – ale administracyjnie pozostają rozdzielone.

Sypialnie miasta czy samodzielne gminy?

W ocenie autora projektu wiele podwrocławskich gmin stało się faktycznymi sypialniami miasta. Dynamiczny napływ mieszkańców nie idzie tam w parze z budżetami pozwalającymi na budowę szkół, przedszkoli, żłobków, sieci kanalizacyjnych czy sprawnej komunikacji publicznej. Bez włączenia do Wrocławia, argumentuje Prigan, ich rozwój będzie coraz trudniejszy.

Jednocześnie sam Wrocław znalazł się w przestrzennym klinczu. Brakuje terenów pod duże inwestycje przemysłowe i technologiczne, nowe dzielnice naukowo-biurowe, rozległe lasy miejskie czy strefy infrastruktury uciążliwej, jak spalarnie odpadów czy biogazownie. Bez poszerzenia granic miasto nie ma gdzie planować swojej przyszłości.

Sojusznicy i sceptycy

Pomysł nie pozostaje bez poparcia. Robert Suligowski, radny Koalicji Obywatelskiej, wskazuje, że osiedla powstające na granicach miasta – dawniej wsie, dziś gęsto zabudowane „wsiomiasta” – są naturalnym efektem suburbanizacji i w dłuższej perspektywie powinny zostać włączone do Wrocławia.

Z drugiej strony słychać wyraźny sprzeciw części samorządowców. Wójt Żórawiny, Maciej Koba, podkreśla, że dziś taki projekt to zły pomysł. Gminy, jak mówi, współpracują z Wrocławiem w ramach aglomeracji, korzystają z biletu aglomeracyjnego i wspólnie zabiegają o dobre rozwiązania w przyszłej ustawie metropolitalnej. Jednocześnie mają własne budżety, strategie i wizje rozwoju.

Koba nie zamyka jednak drzwi na zawsze. Przyznaje, że w bardzo odległej perspektywie Żórawina może stać się częścią Wrocławia, ale jego zdaniem nie może to być decyzja narzucona odgórnie. Kluczowy musi być głos mieszkańców.

Chcesz zadbać o stan swojego uzębienia? Dzięki usługom dentysta Wrocław jest to możliwe! Sprawdź: implanty Wrocław

Miasto przyszłości czy administracyjna utopia?

Propozycja pięciokrotnego powiększenia Wrocławia rozpala emocje, bo dotyka podstawowych pytań o to, czym dziś jest miasto. Czy granice administracyjne powinny podążać za codziennym życiem ludzi? Czy lepsza jest silna metropolia, czy sieć współpracujących, ale niezależnych gmin? Jedno jest pewne: jeśli ten projekt trafi na rządowe biurka na serio, dyskusja o przyszłości Wrocławia i całej aglomeracji dopiero się zacznie. I może na nowo narysować mapę Polski.