Noc z 4 na 5 czerwca 1997 roku na trwałe zapisała się w historii Uniwersytetu Wrocławskiego. Do Auli Leopoldina – najpiękniejszej i najbardziej reprezentacyjnej sali uczelni – złodzieje dostali się po piorunochronie od strony ulicy Grodzkiej. Weszli do wnętrza, które od stuleci było symbolem nauki, władzy i prestiżu.
Osiem olejnych portretów z XVII i XVIII wieku wycięto z bogato zdobionych ram nożykami do tapet lub skalpelem. Zniknęły bez śladu. Złodzieje wydostali się przez okno od strony Odry. W tamtym czasie budynek nie był podświetlony ani podłączony do systemu alarmowego. Aula nie była też ubezpieczona.
Zostawili po sobie jedynie ślady: odcisk palca, łom i dwa tropy w postaci marek butów – Nike i Mephisto. Tyle i aż tyle.
Przeczytaj również: Z Wrocławia do Pragi w 2,5 godziny. Granica przestanie być przeszkodą
Zniknęli papieże, cesarze i król Prus
Skradzione obrazy miały wymiary 133 na 110 centymetrów. Każdy z nich przedstawiał postać związaną z historią uczelni i regionu: papieża Urbana VIII, rektora Franciszka Wenzla, cesarzy Ferdynanda I i Ferdynanda III Habsburga, księcia Franciszka Karola Lotaryńskiego, hrabiego Karola von Hoyma, hrabiego Jana Henryka Kazimierza von Carmera oraz króla Prus Fryderyka II, zwanego Fryderykiem Wielkim.
Ich wartość była trudna do oszacowania. Na potrzeby śledztwa Uniwersytet Wrocławski wycenił każdy z obrazów na 50 tysięcy złotych. Jednak w rzeczywistości ich znaczenie wykraczało daleko poza pieniądze. Były częścią tożsamości miejsca, elementem historycznej narracji zapisanej na ścianach barokowej auli.
Kilka miesięcy temu temat powrócił w przestrzeni publicznej, gdy w mediach społecznościowych pojawiła się dyskusja o obecności portretu Fryderyka II w Auli Leopoldina. Wiele osób nie zdawało sobie sprawy, że oryginał tego obrazu został skradziony niemal trzy dekady temu, a dziś w jego miejscu wisi kopia.
Śledztwo, nagrody i powódź
Po kradzieży rozpoczęto intensywne śledztwo. Uniwersytet wyznaczył nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych za pomoc w odnalezieniu dzieł. Kolejne 10 tysięcy dołożyła wrocławska redakcja „Gazety Wyborczej”. W telewizji emitowano apele o pomoc.
Pojawiały się sygnały, lecz większość z nich okazała się próbą wyłudzenia pieniędzy. Sprawę dodatkowo skomplikowała Powódź Tysiąclecia, która kilka tygodni później sparaliżowała miasto i region.
Przełom nastąpił dopiero 9 stycznia 1998 roku. Do Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zadzwonił anonimowy rozmówca, wskazując nazwiska osób z okolic Lwówka Śląskiego, które mogły mieć związek z kradzieżą. Wśród nich był 22-letni mężczyzna, znany jako Heniek. W jego domu znaleziono kartkę z opisami obrazów i przewodnik po Uniwersytecie. Przyznał, że próbował znaleźć kupców na skradzione dzieła.
Kolejny trop prowadził do Zgorzelca, do środowiska przestępczego zajmującego się przemytem. Jedną z kluczowych postaci miał być mężczyzna o pseudonimie Płomyk. Gdy został zatrzymany, zaproponował policji układ: pomoc w odzyskaniu przynajmniej dwóch obrazów w zamian za złagodzenie konsekwencji.
Dwa dni później na śmietniku przy ulicy Pretficza we Wrocławiu odnaleziono dwa zawiniątka. W środku były portrety księcia Lotaryńskiego i hrabiego von Hoyma. Po kilku dniach Płomyk opuścił areszt.
Negocjacje miały odbywać się w jednym z wrocławskich hoteli. Kolejne tropy pojawiały się jeszcze przez długi czas, lecz żaden nie doprowadził do odnalezienia pozostałych sześciu obrazów, w tym portretu Fryderyka Wielkiego.
Portret, który zniknął z Auli Leopoldina. Przedawnienie i nadzieja
5 czerwca 2012 roku sprawa kradzieży uległa przedawnieniu, a śledztwo umorzono. Odpowiedzialność karna przestała być możliwa do wyegzekwowania. Jednak prawo własności nie wygasło.
Uniwersytet Wrocławski nadal pozostaje właścicielem skradzionych dzieł. Jeśli którykolwiek z obrazów pojawi się na aukcji lub w prywatnej kolekcji, uczelnia może dochodzić jego zwrotu na drodze sądowej. Władze uczelni nie tracą nadziei, że portrety kiedyś wrócą.
Być może któryś z kolekcjonerów zdecyduje się je sprzedać. Być może ktoś, po latach milczenia, odda je anonimowo. A może odnajdą się przypadkiem, w prywatnym zbiorze, o którego istnieniu dziś nikt nie wie.
Kopie zamiast oryginałów
Puste ramy w Auli Leopoldina nie mogły pozostać symbolem straty. Już 12 czerwca 1997 roku Senat uczelni zdecydował o ogłoszeniu konkursu na wykonanie kopii brakujących obrazów. Rok później miasto przekazało dotację na renowację odzyskanych dzieł i odtworzenie pozostałych.
W 1998 roku odtworzono portrety Urbana VIII i Franciszka Wenzla. W 2001 roku zawisły kopie wizerunków Fryderyka II Hohenzollerna oraz hrabiego von Carmera. Konserwację ram umożliwił darczyńca z Philipps-Universität w Marburgu. Ostatnie kopie powstały dzięki wsparciu Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Dziś odwiedzający Aulę Leopoldina widzą komplet portretów. Jednak dla znawców historii i pracowników uczelni świadomość, że część z nich to kopie, wciąż pozostaje bolesna.
Marzysz o idealnym uśmiechu, ale nie wiesz, od czego zacząć? Zrób pierwszy krok w kierunku zdrowego zgryzu! Umów się na wizytę, aby poznać plan działania. Nasz ortodonta Wrocław wyjaśni Ci, jak wygląda leczenie ortodontyczne i pomoże dobrać najlepszy aparat ortodontyczny.
Czy Fryderyk Wielki jeszcze wróci?
Portret Fryderyka II, zwanego Fryderykiem Wielkim, jest jednym z najbardziej symbolicznych elementów tej historii. Postać kontrowersyjna, silnie związana z dziejami Śląska, stała się nie tylko tematem akademickich debat, lecz także przedmiotem politycznych dyskusji.
Prawdziwe pytanie nie brzmi jednak, czy jego wizerunek powinien wisieć w Auli Leopoldina, lecz czy oryginał kiedykolwiek wróci na swoje miejsce.
Na Uniwersytecie Wrocławskim wciąż tli się przekonanie, że ta historia nie została jeszcze ostatecznie zamknięta. Bo choć sprawa przedawniła się w sensie karnym, pamięć o skradzionych obrazach nie zniknęła. A dopóki istnieje choć cień szansy, że któryś z nich wypłynie na światło dzienne, dopóty nadzieja pozostaje żywa.
