To historia jak z powieści detektywistycznej. Bezcenny średniowieczny rękopis, skradziony w latach 80., niespodziewanie pojawia się w katalogu paryskiej galerii antykwarycznej. Cena wywoławcza: 50 tysięcy dolarów. Kilka kliknięć, czujne oko badacza i wielomiesięczne starania sprawiają, że dzieło wraca tam, gdzie jego miejsce – do Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu.
Jednakże nie chodzi o zwykłą starą księgę. To rękopis powstały bowiem w XV wieku, unikatowy zabytek piśmiennictwa, świadectwo duchowości i intelektualnej kultury średniowiecza. Ponadto, przez wieki związany z Dolnym Śląskiem, dziś znów jest częścią wrocławskiego dziedzictwa.
Średniowieczne arcydzieło z klasztoru kartuzów
Manuskrypt powstał w XV stuleciu w klasztorze kartuzów pod Legnicą. Jego autorem był Andrzej ze Złotoryi – skryba i artysta, którego kunszt przetrwał pół tysiąca lat.
Kodeks zawiera pięć tekstów św. Augustyna, w tym słynne „Wyznania” – dzieło uznawane za pierwszą w historii literatury autobiografię intelektualną, napisaną kunsztowną łaciną. Obok nich znalazły się także teksty Petrusa Berchoriusa, średniowiecznego teologa i encyklopedysty.
Jednakże przez stulecia rękopis znajdował się w księgozbiorze katedry św. Piotra i Pawła w Legnicy. W XX wieku trafił do kolekcji Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, gdzie stał się jednym z najcenniejszych obiektów zbiorów specjalnych. Do czasu.
W latach 80. zniknął. W realiach schyłkowego PRL-u wiele bezcennych dzieł wyparowało z polskich bibliotek i archiwów. Część z nich do dziś pozostaje nieodnaleziona.
Trop prowadzi do Paryża
Po dekadach ciszy rękopis niespodziewanie pojawił się w katalogu paryskiej galerii Les Enluminures, specjalizującej się w sprzedaży średniowiecznych manuskryptów. Cena wywoławcza – 50 tys. dolarów – była tylko punktem startowym. W świecie antykwarycznym tego typu obiekty potrafią osiągać znacznie wyższe kwoty.
Na trop dzieła wpadł dr Antoine Haaker z Biblioteki Uniwersyteckiej. To on, przeglądając regularnie katalogi aukcyjne w Niemczech, Szwajcarii, Włoszech i Francji, rozpoznał w paryskiej ofercie zaginiony rękopis z Wrocławia.
Jak podkreśla, kluczowa jest wiedza o tym, czego się szuka. Badacz ma opanowaną listę najcenniejszych obiektów utraconych przez bibliotekę. Rynek antykwaryczny, choć międzynarodowy, jest stosunkowo niewielki i hermetyczny. Dzieła tej klasy nie pojawiają się przypadkiem i nie znikają bez śladu.
Dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej, dr Dorota Siwecka, nie kryje uznania dla determinacji swojego współpracownika. To właśnie dzięki jego dociekliwości i konsekwencji rękopis udało się odzyskać.
Marzysz o idealnym uśmiechu, ale nie wiesz, od czego zacząć? Zrób pierwszy krok w kierunku zdrowego zgryzu! Umów się na wizytę, aby poznać plan działania. Nasz ortodonta Wrocław wyjaśni Ci, jak wygląda leczenie ortodontyczne i pomoże dobrać najlepszy aparat ortodontyczny.
Biblioteczny detektyw i jego wcześniejsze sukcesy
To nie pierwszy spektakularny sukces dr. Haakera. Wcześniej przyczynił się do odzyskania rękopisu z dziełami Cycerona, antologii poezji tureckiej z czasów Sulejmana Wielkiego oraz pierwszego wydania jednego z tekstów programowych Karola Marksa.
Wśród obiektów, które wciąż pozostają na liście poszukiwanych, jest m.in. pierwodruk „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa, przed wojną należący do zbiorów Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu. Na międzynarodowych aukcjach takie egzemplarze osiągają ceny liczone w milionach funtów.
Każde odnalezione dzieło to nie tylko sukces instytucji. To przywrócenie fragmentu przerwanej historii, odzyskanie części pamięci miasta.
Kunszt Andrzeja ze Złotoryi
Odzyskany rękopis zachwyca nie tylko treścią, ale i formą. Na blisko dwustu kartach zapisanych starannym, gotyckim pismem znajduje się trzydzieści barwnych inicjałów. Marginesy zdobią finezyjne ornamenty wykonane piórem.
To dzieło powstałe w czasach, gdy każda litera była efektem skupienia, a każda karta – wynikiem tygodni pracy. W epoce druku cyfrowego i masowej produkcji książek trudno wyobrazić sobie skalę wysiłku i precyzji, jakie towarzyszyły tworzeniu takiego kodeksu.
Rękopis jest świadectwem nie tylko religijnej refleksji św. Augustyna, lecz także wysokiej kultury intelektualnej średniowiecznego Śląska. Pokazuje, że klasztory regionu były miejscami intensywnej pracy umysłowej i artystycznej.
Powrót, który ma znaczenie
Powrót manuskryptu do Wrocławia ma wymiar symboliczny. To dowód, że nawet po kilkudziesięciu latach można odzyskać zaginione dziedzictwo. Że pamięć instytucji bywa trwalsza niż czarny rynek sztuki.
Dla Biblioteki Uniwersyteckiej to wzmocnienie prestiżu i potwierdzenie, że jej zbiory należą do najcenniejszych w kraju. Dla miasta – przypomnienie, jak bogata i wielowarstwowa jest jego historia.
Średniowieczny kodeks, który niemal stał się anonimowym eksponatem w prywatnej kolekcji, znów jest dostępny badaczom i czytelnikom. Zamiast zmienić właściciela za oceanem, wrócił nad Odrę.
I właśnie tu, w ciszy bibliotecznych magazynów, jego historia może być opowiadana dalej.
